Strona główna » Shoper vs WooCommerce w 2025 roku – co wybrać?
Temat sklepów internetowych wraca dzisiaj jak bumerang. Siedzisz z kumplem przy grillu, on nagle rzuca:
— „Ty, myślałem, żeby otworzyć sklep w internecie. Z Chin można tanio zamówić…”
I się zaczyna. Bo dziś każdy by chciał robić e-commerce, najlepiej bez wychodzenia z piżamy, za to z kontem w banku puchnącym od przelewów.
Ale zanim te przelewy w ogóle ruszą, musisz odpowiedzieć sobie na pytanie stare jak świat (internetowy):
Na czym to wszystko postawić?
I tutaj najczęściej przewijają się dwie opcje: Shoper i WooCommerce. Okej, są jeszcze Presta, Shopify, Magento, ale zostawmy to na potem. Dzisiaj lecimy z tymi dwoma, bo i tak w Polsce to najpopularniejszy dylemat.
Na papierze Shoper wygląda jak złoto.
Zakładasz konto.
Wybierasz szablon.
Podpinasz domenę.
Dodajesz produkty.
Gotowe? W teorii tak. W praktyce… no nie do końca.
Shoper to typowy „gotowiec”. Masz wszystko w pakiecie – hosting, certyfikat SSL, automatyczne aktualizacje, kopie bezpieczeństwa. Jak Ci padnie sklep, to ich problem, nie Twój. Możesz spokojnie spać, bo support odbierze w nocy i pewnie naprawi. Brzmi cudownie, prawda?
No to teraz kubeł zimnej wody.
Funkcje są mocno ograniczone.
Chcesz coś customowego? Typu osobne ceny dla różnych grup klientów, złożone warianty produktu, nietypowe kombinacje filtrów? Z reguły odbijesz się od ściany. Owszem, Shoper ma swój marketplace z dodatkami – tylko że za 90% z nich płacisz ekstra. A wcale nie są tanie.
Możesz oczywiście zmieniać kolory, fonty, układ w menu. Ale jak Ci się zamarzy bardziej szalony layout albo UX dostosowany do Twojej grupy klientów, to czeka Cię dłubanie w szablonie Shopera i modlitwy, żeby aktualizacja tego nie uwaliła.
Tutaj powiem wprost: to jest męka pańska. Shoper radzi sobie dobrze, dopóki masz standardowy produkt typu koszulka: rozmiar i kolor. Ale jak spróbujesz zrobić zestawienia z wieloma poziomami wariantów czy dodatkowe parametry, to często kończy się to frustracją i kilkoma mailami do supportu.
Chcesz faktury proforma? Moduł.
Chcesz automatyczne fakturowanie? Moduł.
Chcesz paczkomaty? Moduł.
Chcesz integrację z Baselinkerem? Moduł.
I tak w kółko. W efekcie płacisz abonament, a potem jeszcze za każdy bajer.
No to teraz WooCommerce, czyli król open source wśród sklepów internetowych.
To wtyczka do WordPressa, więc jak masz stronę firmową na WP, to możesz w 3 kliknięcia zrobić z niej sklep.
Ale prawdziwa magia Woo zaczyna się później.
Chcesz 5 walut, które same się przeliczają po kursie NBP? Nie ma sprawy.
Chcesz automatyczne zestawy produktów typu „kup X, a Y dostaniesz za pół ceny”? Proszę bardzo.
Chcesz integrację z Allegro, Amazonem, kurierami, fakturownią, CRM-em, Google Merchant i newsletterem MailerLite jednocześnie? Żaden problem.
W WooCommerce możesz postawić sklep, który wygląda dokładnie tak, jak sobie wymarzysz. Masz setki motywów, do tego możesz wynająć frontendowca, który skroi Ci layout pod brand.
WooCommerce daje pełną elastyczność. Możesz mieć nawet kalkulator cen w locie (np. dla mebli na wymiar), konfiguratory 3D, cokolwiek sobie wymyślisz.
Tu wiele osób się boi. Ale serio – to nie jest już 2012 rok, gdzie wszystko trzeba było robić ręcznie.
Ja robię WooCommerce w Graf-Net z palcem w jednej ręce – automatyczne backupy, staging na testy, aktualizacje wtyczek przez ManageWP albo Updraft, firewall, dodatkowe reguły bezpieczeństwa i sklep chodzi jak złoto. Nie musisz wcale spać z laptopem przy poduszce.
I tu dochodzimy do sedna.
Shoper to klasyczny abonament. Płacisz co miesiąc np. 199 zł i masz wszystko w pakiecie (a raczej w podstawowym pakiecie). Do tego często dokładane są opłaty za wtyczki. Koszty rosną, ale w zamian masz wsparcie i nic Cię technicznie nie interesuje.
WooCommerce jest „za darmo”, ale:
Za to w długiej perspektywie wychodzi to często taniej niż Shoper, zwłaszcza przy większych sklepach. I nie jesteś w żadnym klatce – zmieniasz hosting kiedy chcesz, przenosisz domeny, zmieniasz programistę. Pełna kontrola.
Gdybym miał robić sklep dla znajomego, który boi się wtyczek i FTP jak diabeł święconej wody, chciałby sprzedawać 5 produktów i nie zawracać sobie głowy – wsadziłbym go w Shopera. Niech płaci abonament, ma support, a jak coś się wysypie to dzwoni na infolinię.
Ale dla siebie, dla klienta, dla biznesu który ma rosnąć i skalować się na kolejne kanały – tylko WooCommerce. Bo wiem, że tam mogę włączyć automaty, fakturowania, retargetingi, zestawy, integracje z hurtowniami. I wiem, że jak wymyślę sobie nowy wygląd za rok, to go wdrożę w tydzień, a nie będę się prosił w Shoperze.
Shoper – szybki start, hosting w cenie, pomocny support, ale mało elastyczny i wszystko „nietypowe” kosztuje.
WooCommerce – totalna wolność, automatyzacje, dowolny design i funkcje, tylko trzeba mieć kogoś kumatego (albo samemu ogarniać).
Dobrze, że tu jesteś – to dla Ciebie robimy internetowe „dzień dobry”. Ten wpis to część większej całości, więc jeśli Ci się podobało, wróć po więcej. Nowe treści pojawiają się regularnie – bez zadęcia, za to z pomysłem. Do przeczytania!